bomba emocjonalna

Rozwód jest „bombą emocjonalną”

Zapraszamy do naszego wywiadu dla Gazety Bałtyckiej o o prawnych i psychologicznych mechanizmach rozwodu, trudnych procesach sądowych w sprawach rodzinnych i sytuacji dziecka w epicentrum sporu. 

Poniżej publikujemy za zgodą Redakcji wywiad, a oryginał możecie znaleźć pod tym linkiem.

Wywiad przeprowadził redaktor Bronisław Waśniewski-Ciechorski. 

Pani Mecenas, specjalizuje się Pani między innymi w prawie rodzinnym. Mam na myśli konkretnie rozwody i proste pytanie z tym związane: jak to jest się rozwieść?

Panie Redaktorze! Ależ Pan wybrał temat na zbliżające się walentynki… (śmiech). A tak poważnie to, wbrew pozorom, jest to temat doskonały. By utrzymać związek ważne jest bowiem być świadomym pewnych mechanizmów. A jak to jest się rozwieść? Hmmm… nie wiem, nie rozwodziłam się (śmiech). Choć tak naprawdę mogę też odpowiedzieć – choć to mało profesjonalne – że w przeszłości jako adwokatka rozwodziłam się wielokrotnie reprezentując w sądach moich klientów. Sądzę, że większość rozpoczynających własną praktykę zawodową prawników początkowo angażuje się emocjonalnie w prowadzone sprawy. W szczególności prawników, którzy są nadmiernie empatyczni… Dopiero z czasem dochodzi się do racjonalnego wniosku, że to przecież nie mój  a klienta. Nie jest łatwo kontrolować swoje emocje, a ten kto nad nimi panuje posiada największą władzę. Profesjonalni pełnomocnicy powinni (nie lubię tego słowa) podchodzić więc do swoich klientów – i tych rozwodzących się i innych – bez nadmiernych emocji. Racjonalnie, logicznie i z należytym szacunkiem, bez oceniania. Mimo tego uważam jednocześnie, że współodczuwanie i dzięki temu dawanie emocjonalnego wsparcia klientom jest bardzo ważne. Tym bardziej, że często przychodzą oni do kancelarii głównie po to, by się zwyczajnie „wygadać”, a porada prawna jest tylko jednym z ich celów. Na pewno pomocne i wskazane jest, by  czy radca prawny udzielający porad znał psychologiczny mechanizm procesu jakim jest rozwód. A na pewno proces ten nie jest prosty. Tak samo jak nie jest proste pytanie, które mi Pan zadał.

Dobrze. Więc jak wygląda ten mechanizm?

ciukszaPrzede wszystkim trzeba wiedzieć, że – według badań amerykańskich psychiatrów – rozwód jest drugim, po śmierci współmałżonka, najbardziej traumatycznym wydarzeniem w życiu człowieka. I – proszę uwierzyć – nie wie o tym ten, kto się nie rozwiódł. Dlaczego? Bo rozwód jest swoistą „bombą emocjonalną”. Póki nie wybuchnie w nas, z opowieści innych nie odczujemy jak wielką może być tragedią. Na pewno proces przejścia przez poszczególne etapy rozpadu związku zależy od przyczyn psucia się go. Prawie nigdy przyczyna nie jest jedna choć ludzie lubią przenosić całą winę na partnera i widzieć świat w czarno-białych barwach. Tak jest łatwiej. Jednak zdrada – czyli najczęściej deklarowana przez klientów przyczyna rozwodu – nie bierze się znikąd. Nauka psychologii zakłada, że wszystkie ludzkie zachowania mają swoją przyczynę i skutek. Zdrada zazwyczaj jest skutkiem, a nie przyczyną rozpadu związku. Przyczyna z kolei zwykle tkwi w naszych własnych nierozwiązanych problemach, które mają wpływ na relacje pomiędzy małżonkami.

Wracając do etapów rozpadu to w pierwszej fazie zaprzeczamy pojawiającym się myślom o nadchodzącym rozstaniu. Czyli – mówiąc metaforycznie – siedzimy na tej tykającej, emocjonalnej bombie. Oczywiście wszystko zależy, gdzie umiejscawiamy przyczynę rozpadu związku oraz od roli w którą wchodzimy – ofiary bądź sprawcy. Jeśli to my mamy zostać opuszczeni to często podświadomie blokujemy działania partnera. W tym celu używamy argumentów rodziny – najczęściej dobra dziecka, oraz stosujemy mechanizm przypominania małżonkowi wspaniałych chwil przebytych razem. Gdy jesteśmy sprawcą często szukamy przyczyn zdrady w „charakterze” małżonka. Tu pojawiają się wypowiedzi w stylu „bo ona zawsze chciała żyć jak królowa…”, „bo on nigdy nie zwracał uwagi na moje potrzeby…”, „bo ona jest z rodziny alkoholowej i ma DDA (DDA – syndrom dorosłego dziecka alkoholika – przyp. red.)”, „bo on zawsze był dyssocjalny, po matce”. Nie ma zawsze, nie ma nigdy. Raz jest tak, a raz inaczej. Ważne, by zachować równowagę.

W drugim etapie bomba wybucha. Czujemy w stosunku do partnera negatywne emocje takie jak gniew, pogarda, smutek, złość czy lęk przed samotną przyszłością. Małżonkowie zauważają, że sami robić pewnych rzeczy nie potrafią bo zawsze ten drugi robił to za nich. Chodzi o proste rzeczy – płacenie rachunków, robienie zdjęć aparatem cyfrowym, rezerwację biletu czy – o zgrozo – zarabianie pieniędzy. Często dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę jak bardzo byliśmy zależni od drugiej strony. W konsekwencji nadmiaru negatywnych emocji w tej fazie pojawiają się kłótnie. Ważne jest, by wówczas małżonkowie nie szukali sojuszników wśród własnych dzieci, zwłaszcza powołując ich na świadków w procesie. Często również „emocjonalna bomba” sprawia, że w tej fazie poszukujemy wrażeń dawno bądź nigdy wcześniej nie odczuwanych. Innymi słowy „używamy życia” szukając nowych bodźców – zwłaszcza nowości „łóżkowych”, których od dawna już nie czuliśmy.

Po „fazie bombowej” pojawia się faza zwana żałobą. Związek dwóch osób czyli „my” bowiem umiera. Dla jednych faza ta trwa rok, dla innych pięć lat a jeszcze inni potrzebują całego życia, by pogodzić się z rozpadem małżeństwa. Tu zwłaszcza potrzebujemy spokoju, wyciszenia. W tym czasie ważne jest również wsparcie przyjaciół, a często też pomocy specjalisty, by w całym tym smutku nie wpaść w depresję a w konsekwencji w nałogi – często alkoholizm.

Ostatnia, czwarta faza to faza akceptacji. Prędzej czy później ona przychodzi. To czas, by pogodzić się z losem i przyjąć odpowiedzialność za rozstanie. Często dopiero na tym etapie uświadamiamy sobie, że małżonek miał trochę racji mówiąc, że „mamy charakter po matce”… (śmiech). Wewnętrzny krytyk zaczyna dochodzić do głosu sprawiając, że zauważamy iż wina leży też (choć trochę) w nas.

Opisane fazy są powtarzalne, charakterystyczne dla większości rozpadających się związków. Nie wszyscy przechodzą przez wszystkie fazy sprawnie. Są tacy, którzy zatrzymują się na lata na trzeciej i ani rusz (śmiech). Osobiście, zwykle najwcześniej w trzeciej fazie polecam składać pozew do sądu.

Warto przypomnieć, że nikt z nas w takich sytuacjach nie jest wyjątkowy. Przejście przez etapy rozwodu jest nieuchronne. Możemy jedynie – stosując mechanizmy obronne – nie być świadomi, że jesteśmy w danej fazie. Dopiero czas i wiedza zdobyta poprzez to smutne doświadczenie, pozwala nam uświadomić sobie co się zadziało i dlaczego. Moim zdaniem ważne jest, by przejść przez te wszystkie fazy od początku do końca samemu. W sensie takim, że dobrze jest nie wchodzić w tym czasie w nowe związki, choć to kusi, bo daje poczucie stabilizacji. Jeśli nie zakończyliśmy małżeństwa w naszej głowie to sądowy rozwód zbytnio nam nie pomoże. Nasz nowy partner może cierpieć przez nasze egoistyczne zachowania. Ranimy go skupiając się na zakończeniu małżeństwa – czyli na tym czego już nie chcemy, zamiast skupić się na tym czego chcemy – czyli na budowaniu nowego. Ważne jest, by naszym zachowaniem nie krzywdzić innych a na pewno, by tak się nie stało trzeba najpierw uporządkować własne emocje. Budowanie nowego związku na starym często wprowadza – w sensie psychicznym – do tego nowego związku osobę trzecią – byłą małżonkę czy byłego małżonka, i to często na stałe. W konsekwencji nowym związkom towarzyszy ciągła zazdrość o byłego partnera czy udawanie, że dzieci byłej żony nie istnieją.

Co ważne, opisane etapy dotyczą każdego długotrwałego związku opartego na prawdziwej miłości a nie tylko tego sformalizowanego czyli małżeństwa. Nie zrozumie tego ten, kto choć raz w życiu na poważnie się nie rozstał z osobą, którą szczerze kochał… Ostatnio mój klient po rozprawie rozwodowej dziękując mi za to, że udało się porozumieć z byłą współmałżonką powiedział, że gdyby w szkołach obowiązkowo uczyli podstaw psychologii, ludzie rzadziej by się rozwodzili. Całkowicie się z tym zgadzam.

Pani Mecenas, psychologiczne etapy już znamy. Ale co na to prawo? W jaki sposób możemy się rozwieść?

Mamy trzy możliwości:  bądź . Jeśli chodzi o dalsze konsekwencje każdej z możliwości to – krótko mówiąc – pierwsza oznacza możliwie pokojowe zakończenie związku, a dwie następne to najczęściej walka. Małżonkowie często nawet i woleliby zakończyć związek w sposób pokojowy, nie wyciągając na rozprawie tzw. „brudów”, jednak konsekwencje pewnych przepisów prawa często ich od tego odsuwają. Z przepisów wynika bowiem, mówiąc w skrócie, że w zależności od rozkładu winy i pod pewnymi warunkami można żądać od byłego małżonka alimentów na swoją rzecz. Myślę, że to stanowi częstą przyczynę walki małżonków w sądach. Obok potrzeby zemsty, która pojawia się w drugiej, opisanej wyżej fazie rozpadu związku, a w której to niestety strony częstokroć składają pozwy rozwodowe oraz sytuacji podburzania do rozwodu z orzekaniem o winie ze strony bliskich lub – o zgrozo – pełnomocników, pieniądze zdają się być najczęstszą przyczyną sporów sądowych.

A jak wygląda rozwód w punktu widzenia prawa? Jak sędziowie podchodzą do rozwodzących się małżonków? Czy małżeństwo jest kontraktem? 

W przeciwieństwie do psychologii, z punktu widzenia prawa rozwód i małżeństwo to proste sprawy – zamykają się w kilku przepisach. Małżeństwo to kontrakt specjalny, mocą którego małżonkowie tworzą chronioną przez państwo jednostkę społeczną czyli rodzinę. Nie można go zerwać tylko poprzez podpisy złożone na umowie. Trzeba iść do sądu. Rozwód z kolei to zupełny i trwały rozkład pożycia. Sąd w trakcie rozprawy bada, czy doszło do rozkładu tego pożycia na gruncie trzech więzi – emocjonalnej, fizycznej i gospodarczej, czy rozkład jest nieodwracalny i ewentualnie z czyjej winy. Jeśli ze związku są małoletnie dzieci, sąd dodatkowo bada, czy rozwód nie zagraża ich dobru, a jeśli nie to w wyroku orzeka o władzy rodzicielskiej, kontaktach i alimentach. Ewentualnie również o sposobie korzystania ze wspólnie zajmowanego mieszkania. To co do zasady wszystko. A na pytanie jak sędziowie podchodzą do rozwodzących się małżonków odpowiem, że różnie. Też zależy, czy małżonkowie chcą się rozwieść bez orzekania o winie czyli – z punktu widzenia sądu – bezproblemowo, czy też chcą walczyć. Zawsze lepiej dla sądu jest, gdy sprawa zostanie zakończona na jednej rozprawie czyli na zgodny wniosek stron bez orzekania o winie. W takich wypadkach jedni sędziowie, ci bardziej tradycyjni, są bardziej restrykcyjni i mimo porozumienia małżonków dociekają dlaczego doszło do rozkładu pożycia. Inni – a tych z mojego doświadczenia wynika, że jest więcej – szanują wolę stron nieopowiadania w szczegółach o przyczynach rozpadu i wystarczy im zwykła „niezgodność charakterów”, którą wpisuje się w pozwach. Poza tym sędziowie są niezawiśli, a sądy niezależne. Choć – moim zdaniem – „zimne” spojrzenie sędziów na rozwodzących się małżonków też nie jest dobre. Zdarza się bowiem, że przez rutynę sędziowie zapominają jak bardzo rozprawa rozwodowa jest stresująca dla stron.

Chcę dodać jeszcze, że moi klienci często myślą, że poprzez rozwód zakończą związek raz na zawsze a później będą mieli „święty spokój”. Rzeczywistość porozwodowa jest jednak inna. Trauma wynikająca z uświadomienia sobie tego, co się naprawdę wydarzyło, może trwać latami. Z badań wynika, że ponowne związki udają się lepiej. W tych pierwszych teoretycznie wiemy czego – a raczej kogo konkretnie z imienia i nazwiska – chcemy. A z kolei w drugich wiemy, czego nie chcemy – narzekania, czepialstwa, wypominania, kłótliwości, wywyższania się, kompleksów i wszystkich innych „emocjonalnych trucizn” z tym związanych. I nie chodzi o to, że konkretny „ktoś” z imienia i nazwiska, nasz były małżonek, jest i będzie zawsze narzekał, zawsze wypominał czy zawsze się czepiał. Proszę uwierzyć, że ten były małżonek też jest w stanie uczyć się na błędach. A w nowym związku, dla nowego partnera – dzięki tym nauczkom – wcale taki zły nie będzie. Pamiętajmy, że związek to w końcu świadoma praca. Jeżeli wiemy jaki nasz ma być to musimy nad nim pracować, by był właśnie taki jaki chcemy.

A co z dziećmi?

Właśnie. Jeśli są dzieci to one dość często najbardziej na tym wszystkim cierpią. Bywa, że rodzice przez swoje zaślepienie i chęć walki lub zemsty nieświadomie wikłają dzieci w swój konflikt. Proszę spróbować wejść w rolę dziecka. Mama mówi złe rzeczy na tatę, tata mówi złe rzeczy na mamę, a dziecko kocha przecież ich oboje… Jak ma się czuć? Jest wewnętrznie rozerwane, co powoduje szereg negatywnych konsekwencji dla jego rozwoju psychicznego. Pojawia się tzw. . Dziecko nie wie, po której stronie ma się opowiedzieć, kogo bardziej kochać, kogo wspierać. Oczywiście reakcja dziecka zależy od jego wieku, jednak zawsze jest to mniejsza lub większa trauma. Rodzice muszą być bardzo świadomi, muszą kontrolować to co robią i to, co mówią przy dziecku o drugim rodzicu, by nie wciągnąć go czasem w swoje manipulacyjne gry. Najgorzej jest, gdy rodzice chcą powoływać na świadków własne dzieci. Z doświadczenia zawodowego wiem, że takie pomysły się pojawiają, ale na szczęście – przynajmniej moi klienci – na ten krok się nie decydują. Co ważne, nawet sam ustawodawca zezwala na to tylko w ograniczonym stopniu, bowiem z przepisów wynika, że dzieci rozwodzących się małżonków, które nie ukończyły lat siedemnastu, nie mogą być w ogóle przesłuchiwani w charakterze świadków. Poza tym niezwykle ważne jest być świadomym swoich emocji podczas rozstania i nie zabraniać sobie przeżywania ich. Te negatywne emocje rozlewają się na wszelkie dziedziny życia. O ile pracę możemy zmienić to mając dziecko, roli rodzica nie zmienimy nawet przez ucieczkę. Rodzicem stajemy się na zawsze. Należy więc uważać, gdy w czasie rozstania pod opieką ma się dziecko, które chcąc nie chcąc jest permanentnym życiowym świadkiem rozwodu. Dla zdrowia psychicznego dzieci absolutnie odradzam, by stawały się one również świadkami w sądzie.

Pani Mecenas, ostatnie pytanie: dlaczego Pani zdaniem tak się dzieje, że ludzie się rozwodzą i jakie są tego konsekwencje?

Najnowsze statystyki mówią, że w Polsce 35% małżeństw się rozwodzi. Oczywiście znacznie wyższy odsetek rozwodzących się jest wśród małżeństw z bardzo krótkim stażem, do trzech lat. Starsze pokolenia, z dłuższym stażem rozwodzą się znacznie rzadziej. To są statystyki mówiące o faktach. Za to kwestii przyczyn rozwodów nie da się zamknąć w liczbach. Przyczyny są bowiem nierzadko bardzo skomplikowane i zależne od czynników sytuacyjnych. Według psychologów można oczywiście wyróżnić pewne prawidłowości. I tak, przykładowo: proszę zauważyć, że w przypadku młodych małżonków, z krótkim stażem, którzy wcześniej długo mieszkali razem, małżeństwo praktycznie niczego nie zmienia prócz – moim zdaniem najważniejszego – psychiki. Często wprowadza swoiste „więzienie psychiczne” bowiem ogranicza wybór. Gdy ludzie żyją ze sobą w nieformalnym związku, czują się wolni, wiedzą że są razem, bo chcą. Małżeństwo, często będące wynikiem nacisków kulturowych i rodzinnych, ogranicza tę wolność i sprawia, że ludzie chcą uciec od tej „więziennej klatki”. Dlatego szybko się rozwodzą.

Z kolei starsi małżonkowie, z dłuższym stażem, przez świat w którym żyjemy, a który na nas wpływa, pełen nowych bodźców, możliwości i różnorodności, czują podświadomie potrzebę zmian. Zauważają, że od dawna wcale nie kochają człowieka, z którym spędzili ponad trzydzieści lat i z którym są tylko z obowiązku, a chcą teraz spełnić samemu własne marzenia czy zrealizować wyparte w związku potrzeby. Można to oceniać jako brak dojrzałości, egoizm, albo zwykłe wariactwo bo niby jak już się powie „tak” przed ołtarzem w wieku dwudziestu lat to ma to być na zawsze… Może na zawsze, może nie na zawsze. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. Ważna jest dobra wola, szacunek dla drugiej strony, dojrzałość i staranie się o utrzymanie związku, bo związek to odpowiedzialność za drugą osobę. Jednak, gdy nie ma miłości to związek jest pusty. Pamiętajmy, że wszyscy rozwodzący się ludzie mają swoje racje i – o ile zbyt nie krzywdzą innych i siebie wzajemnie – dajmy im prawo robić co chcą i ponosić tego konsekwencje. Nie oceniajmy ich wyborów. Żyjmy i dajmy żyć innym.

Myślę również, że przejście przez proces jakim jest rozwód uwrażliwia nas. Z czasem stajemy się bardziej empatyczni, wyrozumiali i odpowiedzialni za siebie i za drugiego człowieka. To zdecydowanie plus. Zresztą, jak na wszystko, i na rozwód można spojrzeć przez pryzmat dobrych stron. Proszę spojrzeć ile nowych możliwości paradoksalnie daje taka sytuacja. Miałam kiedyś klientkę, która dzięki rozwodowi, zmieniła się o 180 stopni. Zaczęła spełniać swoje marzenia – w końcu skończyła wymarzone studia, rozpoczęła pracę zawodową, zaczęła dbać o siebie, malować, biegać i wspierać inne kobiety w trudnych sytuacjach. Krótko mówiąc z uwięzionej „Matki Polki” czy – jak o sobie mówiła – „kury domowej” (choć ja bym ją bardziej nazwała „menadżerką ogniska domowego”), stała się wolną, świadomą kobietą. Wszystko to oczywiście nie było łatwe i nie udało się z dnia na dzień. Były trudności wynikające m.in. z jej wieku, ale dopięła swego. Jest szczęśliwa. Na jej przykładzie widać, że rozstanie – jak wszystko w świecie – może mieć swoje plusy. Kwestia czasu i spojrzenia z odpowiedniej perspektywy. Rozwód to przecież nie koniec świata… (śmiech).

Dziękuję serdecznie za przystępne wyjaśnienie psychologicznych i prawnych mechanizmów związanych z rozwodem. Tym razem było więcej psychologii niż prawa, ale – tak jak Pani mówi – dla nieempatycznych prawników rozwód powinien być prosty. To tylko kilka przepisów na krzyż.

Właśnie… Przyjemność po mojej stronie. Służę swoją skromną wiedzą i równie skromnym doświadczeniem. Na koniec, a propos rozstań od siebie chcę dodać jeszcze jedno: pamiętajmy, że ludzie – partnerzy czy przyjaciele, którzy mają z nami zostać na zawsze, zostaną. Cała reszta to nasi najlepsi życiowi nauczyciele.
rozwód z Włochem rozwód z Włoszką

Rozwód z Włochem lub z Włoszką

Zasadą wynikającą z przepisu art. 1103 § 1 polskiego kodeksu postępowania cywilnego jest, że jeżeli oboje małżonkowie są obywatelami polskimi oraz oboje mają miejsce zamieszkania i miejsce zwykłego pobytu w Polsce, to muszą się rozwieść przed sądem w Polsce. Sąd ten będzie też orzekał o władzy rodzicielskiej nad wspólnymi małoletnimi dziećmi małżonków.

Zgodnie natomiast z artykułem 1103 z indeksem 1 § 1 tego kodeksu, sprawy małżeńskie oraz sprawy dotyczące małżeńskich stosunków majątkowych (np. o podział majątku byłych małżonków) będą rozstrzygane przez polskie sądy także wtedy, gdy:

1) oboje małżonkowie mieli ostatnie miejsce zamieszkania lub ostatnie miejsce zwykłego pobytu w Polsce, jeżeli jedno z nich nadal ma miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

2) małżonek będący powodem ma co najmniej od roku bezpośrednio przed wszczęciem postępowania miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

3) małżonek będący powodem jest obywatelem polskim i ma co najmniej od sześciu miesięcy bezpośrednio przed wszczęciem postępowania miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

4) oboje małżonkowie są obywatelami polskimi.

Małżonek, który mieszka za granicą nie musi przyjeżdżać do Polski na sprawę rozwodową. Rozprawa jednak i tak się odbędzie, bez względu na jego/jej niestawiennictwo. Trzeba jednak wysłać do sądu usprawiedliwienie swojej nieobecności.

Mieszkając za granicą warto ustanowić w Polsce radcę prawnego lub adwokata, który będzie dbał o nasze interesy i możliwie najdelikatniej zakończy sprawę, nie krzywdząc przy tym ani dzieci ani małżonków.

Opracowała:

Radca prawny Małgorzata Ciuksza

Bruksela II bis – informacje praktyczne

Jaki jest zakres geograficzny rozporządzenia Bruksela II bis?

Rozporządzenie Rady (WE) NR 2201/2003 z dnia 27 listopada 2003 r. dotyczące jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich oraz w sprawach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej, zwane rozporządzeniem Bruksela II bis, stosuje się we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej z wyjątkiem Danii. Rozporządzenie jest bezpośrednio stosowane w państwach członkowskich i jako takie ma moc nadrzędną w stosunku do prawa krajowego.

Jaki jest zakres przedmiotowy rozporządzenia?

Rozporządzenie dotyczy jurysdykcji, uznawania i wykonywania orzeczeń.

Jakie sprawy objęte są zakresem stosowania rozporządzenia?

Rozporządzenie określa zasady ustalania jurysdykcji (rozdział II), uznawania i wykonywania orzeczeń (rozdział III) oraz współpracy między organami centralnymi (rozdział IV) w sprawach z zakresu odpowiedzialności rodzicielskiej. Zawiera ono szczegółowe zasady dotyczące przypadków uprowadzenia dziecka oraz praw do kontaktów z dzieckiem.

Rozporządzenie ma zastosowanie we wszystkich sprawach cywilnych dotyczących „przyznawania, wykonywania, przekazywania, pełnego lub częściowego pozbawienia odpowiedzialności rodzicielskiej”.

Do jakich dzieci rozporządzenie ma zastosowanie?

W odróżnieniu od konwencji haskiej z 1996 r. w sprawie ochrony dziecka, która ma zastosowanie do dzieci do 18 roku życia, w rozporządzeniu nie określa się wieku dzieci, które są objęte zakresem jego stosowania, pozostawiając tę kwestię do ustalenia na mocy prawa krajowego. Należy także zauważyć, że zakresem stosowania konwencji haskiej dotyczącej uprowadzenia dziecka za granicę objęte są dzieci do 16 roku życia. Mimo iż decyzje w sprawach odpowiedzialności rodzicielskiej w większości przypadków dotyczą małoletnich do 18 roku życia, osoby poniżej 18 lat mogą usamodzielnić się zgodnie z prawem krajowym, w szczególności w przypadku zamiaru zawarcia związku małżeńskiego.

Decyzje wydane w odniesieniu do takich osób z zasady nie kwalifikują się do spraw „odpowiedzialności rodzicielskiej” i w konsekwencji nie mieszczą się w zakresie stosowania rozporządzenia.

Jakie jest znaczenie terminu „odpowiedzialność rodzicielska”?

Termin „odpowiedzialność rodzicielska” jest zdefiniowany obszernie w art. 1 ust. 2. Obejmuje on wszystkie prawa oraz obowiązki odnoszące się do osoby i majątku dziecka przysługujące osobie posiadającej odpowiedzialność rodzicielską. Takie prawa i obowiązki mogą być przyznane orzeczeniem, z mocy prawa lub na mocy porozumienia. Katalog spraw zaliczonych do „odpowiedzialności rodzicielskiej” zgodnie z rozporządzeniem nie jest wyczerpujący, a jedynie przykładowy.

Katalog ten obejmuje:

  • prawo do pieczy na dzieckiem oraz prawo do kontaktów z dzieckiem; • opiekę, kuratelę i podobne instytucje prawne; • wyznaczenie oraz zakres zadań osoby, która jest odpowiedzialna za osobę lub majątek dziecka lub która reprezentuje je lub udziela mu pomocy; • środki mające na celu ochronę dziecka w odniesieniu do zarządzania lub rozporządzania majątkiem dziecka lub zabezpieczenia majątku dziecka; • umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczej.


Osobą posiadającą odpowiedzialność rodzicielską może być osoba fizyczna lub prawna.

Rozporządzenie stosuje się w „sprawach cywilnych”. Co znaczy określenie „sprawa cywilna”?

Rozporządzenie stosuje się w „sprawach cywilnych”. Do celów rozporządzenia pojęcie „spraw cywilnych” jest zdefiniowane szeroko i obejmuje wszystkie sprawy wymienione w art. 1 ust. 2. W przypadkach, gdy określona sprawa odpowiedzialności rodzicielskiej należy zgodnie z prawem krajowym do środków „prawa publicznego”, jak np. umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej lub placówce opiekuńczej, rozporządzenie ma zastosowanie.

Jakie są środki odnoszące się do majątku dziecka?

Kiedy dziecko posiada majątek, może wystąpić konieczność zastosowania pewnych środków, takich jak wyznaczenie osoby lub organu w celu pomocy dziecku i reprezentowania go w sprawach majątkowych. Rozporządzenie stosuje się zatem do wszelkich tego rodzaju środków, jakie mogą być konieczne w celu zarządzania majątkiem lub jego zbycia, jeżeli przykładowo rodzice dziecka pozostają w sporze w tej kwestii lub jeżeli dziecko zostało osierocone.

Natomiast środki odnoszące się do majątku dziecka, lecz niezwiązane z odpowiedzialnością rodzicielską nie są objęte zakresem stosowania rozporządzenia, lecz rozporządzeniem Rady (WE) nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych („rozporządzenie Bruksela I”). W każdym przypadku ocena tego, czy środek odnoszący się do majątku dziecka jest związany z odpowiedzialnością rodzicielską, czy nie, należy do sędziego.

 

Opracowała: Radca prawny Małgorzata Ciuksza

Na podstawie: Praktycznego przewodnika dotyczącego stosowania rozporządzenia Bruksela II bis, przygotowanego przez Komisję Europejską, znajdującego się na stronie: http://e-justice.europa.eu

Polacy we Włoszech: Separacja między małżonkami obcokrajowcami.

Na portalu Polacy we Włoszech ukazał się nasz tekst autorstwa Avv. Emilii Kruk i r.pr. Marcina Kwapińskiego, na temat tego czy sprawa o separację między małżonkami obcokrajowcami z winą męża i żądaniem powierzenia wykonywania władzy rodzicielskiej nad dzieckiem może być rozstrzygana przez sąd we Włoszech.

Poniżej fragment oraz link do całości artykułu.

W jednym z ostatnich orzeczeń włoski Sąd w Parmie w zakresie jurysdykcji i prawa właściwego w przypadku obcego obywatelstwa obu stron ustalił, że należy przyjąć jurysdykcję sądów Republiki Włoskiej i rozstrzygnąć sprawę zgodnie z art. 3 a) rozporządzenia CE nr 2201/2003, albowiem żona również zamieszkiwała na stałe we Włoszech...

http://www.polacywewloszech.com/2017/04/26/separacja-miedzy-malzonkami-obcokrajowcami-a-sad-we-wloszech/

Czym jest konwencja haska dotycząca uprowadzenia dziecka?

Konwencja dotycząca cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, sporządzona w Hadze dnia 25 października 1980 r. (Dz. U. z dnia 25 września 1995 r.) jest głównym instrumentem prawnym regulującym kwestię porwań rodzicielskich w przypadku uprowadzenia lub zatrzymania dziecka w innym państwie.

Celem Konwencji jest przeciwdziałanie negatywnym skutkom międzynarodowego uprowadzania lub zatrzymywania dzieci (preambuła, art. 1 lit. a). Postępowanie wszczęte na podstawie przepisów Konwencji ma doprowadzić do przywrócenia stanu faktycznego i prawnego, jaki istniał przed bezprawnym uprowadzeniem lub zatrzymaniem dziecka.

Uprowadzenie lub zatrzymanie dziecka jest bezprawne w rozumieniu Konwencji jeżeli nastąpiło naruszenie prawa do opieki przyznanego przez ustawodawstwo (orzeczenie sądowe lub administracyjne albo ugodę mającą moc prawną) państwa, w którym dziecko miało miejsce stałego pobytu bezpośrednio przed uprowadzeniem lub zatrzymaniem oraz, jeżeli w chwili uprowadzenia lub zatrzymania prawo to było skutecznie wykonywane (art. 3).

Osoba zainteresowana może domagać się powrotu dziecka, które:
- nie ukończyło 16 lat (art. 4)
- i które zostało bezprawnie uprowadzone (lub zatrzymane) z jednego państwa, będącego stroną Konwencji do innego państwa, również będącego stroną Konwencji (art. 4 w zw. z art.35).

Wnioski o powrót dziecka sporządzone na podstawie przepisów Konwencji są rozpoznawane przez właściwe organy (sądy lub organy administracyjne) państwa do którego dziecko zostało uprowadzone lub w którym zostało zatrzymane (art. 12 ust. 1).

autorka: Małgorzata Ciuksza

Źródło: https://bip.ms.gov.pl/pl/ministerstwo/wspolpraca-miedzynarodowa/konwencja-haska-dot-uprowadzenia-dziecka/

Dziecko w rozwodzie

O reakcjach dzieci na rozwód rodziców i interakcjach między rodzicami a dziećmi w trakcie rozwodu psychologowie dziecięcy wiedzą wiele. W literaturze przedmiotu napisano już chyba wszystko. Począwszy od tego czy w ogóle mówić dzieciom o rozwodzie, a jeśli mówić to w jaki sposób, poprzez to w jaki sposób się wobec nich zachowywać a w jaki nie zachowywać i skończywszy na tym co w trakcie rozwodu czują dzieci w zależności od ich wieku.

Mimo pewnych prawidłowości opisywanych przez naukę, reakcja dziecka na rozwód jest zawsze bardzo zindywidualizowana i zależna od bardzo wielu czynników, w tym między innymi od osobowości dziecka, jego dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej, płci, wieku oraz rozmiaru konfliktu między rodzicami.

To co jest pewne to to, że rozwód pozostawia trwały ślad w psychice dziecka. Sam proces sądowy można przy dobrej woli stron przeprowadzić w miarę bezboleśnie. Jednak rozwód w sensie psychologicznym jest trudny zarówno dla małżonków jak i dla ich dzieci. Mimo, że czasem jest nieunikniony to z zasady sam w sobie jest zły bowiem jest swego rodzaju porażką. Mało kto biorąc ślub zakłada przecież, że w przyszłości czeka go rozstanie. Nie da się rozwieść dobrze bo dobra w rozstaniu nie ma. Można za to rozwieść się mądrze, zwłaszcza w wypadku gdy ze związku są dzieci. Mądrość tę zrównujemy m.in. z dbaniem o dobro dzieci.

Niestety często dzieje się tak, że rodzice o tej całej "mądrości" zapominają. W ferworze rozwodowej walki, zapominają właśnie o swoich dzieciach. Niekiedy nawet, mniej lub bardziej świadomie, używają dziecka jako narzędzia do tej walki. W takich sytuacjach niezdrowy egoizm bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, empatia zanika, hormony chcą zemsty, a dziecko tylko na tym cierpi.

 

Niewiele jest w przepisach sytuacji, które pozwalają sądowi nie wyrazić zgody na rozwód. Jedną z nich jest właśnie sytuacja, gdy wskutek rozwodu miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków.

Małżeństwo bezdzietne choćby najbardziej skonfliktowane, które decyduje się na rozstanie, jest w zdecydowanie bardziej komfortowej sytuacji niż małżeństwo z dziećmi. Małżonkowie mogą ranić siebie wzajemnie, ale gdy przy tym wciągają we wzajemny konflikt własne dzieci, to często kończy to się wojną. Dosłownie. Na tę wojnę dzieci są zwykle zupełnie nieprzygotowane. Dlaczego? Bo rodzice z nimi nie rozmawiają o rozstaniu, nie tłumaczą co się dzieje i dlaczego, nie zapewniają ich o swojej miłości do nich. Wówczas to one cierpią najbardziej i w takich sytuacjach sądy z zasady mają prawo uznać rozwód za niedopuszczalny. W praktyce, w celu sprawdzenia czy rozwód nie zagraża dobru dziecka, sądy często kierują rodziców z dziećmi na specjalistyczne badania psychologiczne wykonywane przez biegłych sądowych. W takiej sytuacji wnioski z opinii specjalistycznej stanowią najczęściej podstawę decyzji sądu.

autorka: Małgorzata Ciuksza