divorzio polonia

W jakim kraju złożyć pozew o separację lub rozwód?

Przyczyny, które mogą stanowić podstawę do wystąpienia o rozwód lub separację, oraz konieczne formalności są określone w przepisach poszczególnych krajów UE. Przepisy te bardzo się między sobą różnią w zależności od kraju.

Jednak w sprawach dotyczących dwóch lub kilku krajów UE – np. jeśli oboje małżonkowie mieszkają w różnych krajach lub mają różne obywatelstwa – to przepisy UE pomagają określić, które sądy są właściwe i prawo którego kraju ma zastosowanie.

Gdzie możesz wnieść sprawę o rozwód lub separację?


Możesz wystąpić o rozwód lub separację razem z partnerem, składając wspólny wniosek, bądź sam złożyć wniosek.

Wniosek możesz złożyć w sądzie w kraju:

  • w którym mieszkasz zarówno Ty, jak i Twój współmałżonek

  • w którym ostatnio mieszkaliście razem – o ile jedno z Was nadal tam mieszka

  • w którym mieszka jedno z Was – o ile składacie wniosek razem

  • w którym mieszka współmałżonek

  • w którym mieszkasz Ty, jeśli:

    • mieszkasz tam co najmniej od 6 miesięcy, licząc do momentu złożenia wniosku, oraz

    • jesteś obywatelem tego kraju.


    Jeśli nie jesteś obywatelem tego kraju, możesz wystąpić w nim o rozwód lub separację tylko, jeśli mieszkałeś tam co najmniej przez rok, licząc do momentu złożenia wniosku.

  • którego zarówno Ty, jak i współmałżonek jesteście obywatelami.


Sądem właściwym do orzekania w Waszej sprawie jest pierwszy sąd, do którego wniesiono pozew i który spełnia powyższe warunki.

Sądem właściwym do przekształcenia separacji prawnej w rozwód (jeśli jest to zgodne z przepisami danego kraju) jest sąd w kraju UE, który wydał orzeczenie o separacji.

Sąd właściwy do orzekania w sprawie rozwodu może również rozstrzygnąć kwestie dotyczące odpowiedzialności rodzicielskiej, jeśli dziecko mieszka w tym samym kraju.

Przepisy którego kraju mają zastosowanie do Twojej sprawy o rozwód lub separację?


Czy Twoja sprawa dotyczy dwóch lub kilku krajów UE – np. gdy oboje małżonkowie mają różne obywatelstwa lub mieszkają w innym kraju UE niż ich kraj ojczysty?

Prawem, które ma zastosowanie do Twojego wniosku o rozwód, niekoniecznie musi być prawo kraju, w którym wniesiesz pozew.

Szesnaście krajów UE przyjęło wspólny zbiór przepisów pozwalających określić, którego kraju prawo powinno mieć zastosowanie w przypadku transgranicznych spraw rozwodowych. Kraje te to: Austria, Belgia, Bułgaria, Francja, Grecja, Hiszpania, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowenia, Węgry i Włochy.

W każdym z tych 16 krajów możesz uzgodnić ze współmałżonkiem, że w Waszej sprawie rozwodowej zostanie zastosowane prawo:

  • kraju, w którym mieszkasz zarówno Ty, jak i Twój współmałżonek

  • kraju, w którym ostatnio mieszkaliście razem – o ile jedno z Was nadal tam mieszka

  • kraju, którego jedno z Was jest obywatelem, lub

  • kraju, w którym składacie wniosek o rozwód.


Jeśli nie osiągniecie porozumienia ze współmałżonkiem, sądy w tych 16 krajach zastosują prawo:

  • kraju, w którym mieszkasz zarówno Ty, jak i Twój współmałżonek

  • jeśli nie mieszkacie w tym samym kraju – kraju, w którym ostatnio mieszkaliście razem, o ile nadal tam mieszkaliście razem rok przed skierowaniem sprawy do sądu

  • jeśli taka sytuacja nie miała miejsca – kraju, którego oboje jesteście obywatelami

  • jeśli macie różne obywatelstwa – kraju, w którym składacie wniosek o rozwód.


Jeśli wnosisz pozew o rozwód w innym kraju UE, zapytaj adwokata specjalizującego się w rozwodach, którego kraju przepisy będą mieć zastosowanie do Twojej sprawy i jakie będą tego skutki.

Uznawanie rozwodów i separacji za granicą


Rozwód albo separacja, które orzeczono w jednym kraju UE, są automatycznie uznawane w innych krajach UE – nie ma potrzeby dopełniania dodatkowych formalności.


Wyjątek: Dania

Przepisy UE dotyczące rozwodu i separacji – na przykład w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń – nie mają zastosowania do Danii.


Źródło: https://europa.eu

Materiał pochodzi z portalu Twoja Europa
bomba emocjonalna

Rozwód jest „bombą emocjonalną”

Zapraszamy do naszego wywiadu dla Gazety Bałtyckiej o o prawnych i psychologicznych mechanizmach rozwodu, trudnych procesach sądowych w sprawach rodzinnych i sytuacji dziecka w epicentrum sporu. 

Poniżej publikujemy za zgodą Redakcji wywiad, a oryginał możecie znaleźć pod tym linkiem.

Wywiad przeprowadził redaktor Bronisław Waśniewski-Ciechorski. 

Pani Mecenas, specjalizuje się Pani między innymi w prawie rodzinnym. Mam na myśli konkretnie rozwody i proste pytanie z tym związane: jak to jest się rozwieść?

Panie Redaktorze! Ależ Pan wybrał temat na zbliżające się walentynki… (śmiech). A tak poważnie to, wbrew pozorom, jest to temat doskonały. By utrzymać związek ważne jest bowiem być świadomym pewnych mechanizmów. A jak to jest się rozwieść? Hmmm… nie wiem, nie rozwodziłam się (śmiech). Choć tak naprawdę mogę też odpowiedzieć – choć to mało profesjonalne – że w przeszłości jako adwokatka rozwodziłam się wielokrotnie reprezentując w sądach moich klientów. Sądzę, że większość rozpoczynających własną praktykę zawodową prawników początkowo angażuje się emocjonalnie w prowadzone sprawy. W szczególności prawników, którzy są nadmiernie empatyczni… Dopiero z czasem dochodzi się do racjonalnego wniosku, że to przecież nie mój  a klienta. Nie jest łatwo kontrolować swoje emocje, a ten kto nad nimi panuje posiada największą władzę. Profesjonalni pełnomocnicy powinni (nie lubię tego słowa) podchodzić więc do swoich klientów – i tych rozwodzących się i innych – bez nadmiernych emocji. Racjonalnie, logicznie i z należytym szacunkiem, bez oceniania. Mimo tego uważam jednocześnie, że współodczuwanie i dzięki temu dawanie emocjonalnego wsparcia klientom jest bardzo ważne. Tym bardziej, że często przychodzą oni do kancelarii głównie po to, by się zwyczajnie „wygadać”, a porada prawna jest tylko jednym z ich celów. Na pewno pomocne i wskazane jest, by  czy radca prawny udzielający porad znał psychologiczny mechanizm procesu jakim jest rozwód. A na pewno proces ten nie jest prosty. Tak samo jak nie jest proste pytanie, które mi Pan zadał.

Dobrze. Więc jak wygląda ten mechanizm?

ciukszaPrzede wszystkim trzeba wiedzieć, że – według badań amerykańskich psychiatrów – rozwód jest drugim, po śmierci współmałżonka, najbardziej traumatycznym wydarzeniem w życiu człowieka. I – proszę uwierzyć – nie wie o tym ten, kto się nie rozwiódł. Dlaczego? Bo rozwód jest swoistą „bombą emocjonalną”. Póki nie wybuchnie w nas, z opowieści innych nie odczujemy jak wielką może być tragedią. Na pewno proces przejścia przez poszczególne etapy rozpadu związku zależy od przyczyn psucia się go. Prawie nigdy przyczyna nie jest jedna choć ludzie lubią przenosić całą winę na partnera i widzieć świat w czarno-białych barwach. Tak jest łatwiej. Jednak zdrada – czyli najczęściej deklarowana przez klientów przyczyna rozwodu – nie bierze się znikąd. Nauka psychologii zakłada, że wszystkie ludzkie zachowania mają swoją przyczynę i skutek. Zdrada zazwyczaj jest skutkiem, a nie przyczyną rozpadu związku. Przyczyna z kolei zwykle tkwi w naszych własnych nierozwiązanych problemach, które mają wpływ na relacje pomiędzy małżonkami.

Wracając do etapów rozpadu to w pierwszej fazie zaprzeczamy pojawiającym się myślom o nadchodzącym rozstaniu. Czyli – mówiąc metaforycznie – siedzimy na tej tykającej, emocjonalnej bombie. Oczywiście wszystko zależy, gdzie umiejscawiamy przyczynę rozpadu związku oraz od roli w którą wchodzimy – ofiary bądź sprawcy. Jeśli to my mamy zostać opuszczeni to często podświadomie blokujemy działania partnera. W tym celu używamy argumentów rodziny – najczęściej dobra dziecka, oraz stosujemy mechanizm przypominania małżonkowi wspaniałych chwil przebytych razem. Gdy jesteśmy sprawcą często szukamy przyczyn zdrady w „charakterze” małżonka. Tu pojawiają się wypowiedzi w stylu „bo ona zawsze chciała żyć jak królowa…”, „bo on nigdy nie zwracał uwagi na moje potrzeby…”, „bo ona jest z rodziny alkoholowej i ma DDA (DDA – syndrom dorosłego dziecka alkoholika – przyp. red.)”, „bo on zawsze był dyssocjalny, po matce”. Nie ma zawsze, nie ma nigdy. Raz jest tak, a raz inaczej. Ważne, by zachować równowagę.

W drugim etapie bomba wybucha. Czujemy w stosunku do partnera negatywne emocje takie jak gniew, pogarda, smutek, złość czy lęk przed samotną przyszłością. Małżonkowie zauważają, że sami robić pewnych rzeczy nie potrafią bo zawsze ten drugi robił to za nich. Chodzi o proste rzeczy – płacenie rachunków, robienie zdjęć aparatem cyfrowym, rezerwację biletu czy – o zgrozo – zarabianie pieniędzy. Często dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę jak bardzo byliśmy zależni od drugiej strony. W konsekwencji nadmiaru negatywnych emocji w tej fazie pojawiają się kłótnie. Ważne jest, by wówczas małżonkowie nie szukali sojuszników wśród własnych dzieci, zwłaszcza powołując ich na świadków w procesie. Często również „emocjonalna bomba” sprawia, że w tej fazie poszukujemy wrażeń dawno bądź nigdy wcześniej nie odczuwanych. Innymi słowy „używamy życia” szukając nowych bodźców – zwłaszcza nowości „łóżkowych”, których od dawna już nie czuliśmy.

Po „fazie bombowej” pojawia się faza zwana żałobą. Związek dwóch osób czyli „my” bowiem umiera. Dla jednych faza ta trwa rok, dla innych pięć lat a jeszcze inni potrzebują całego życia, by pogodzić się z rozpadem małżeństwa. Tu zwłaszcza potrzebujemy spokoju, wyciszenia. W tym czasie ważne jest również wsparcie przyjaciół, a często też pomocy specjalisty, by w całym tym smutku nie wpaść w depresję a w konsekwencji w nałogi – często alkoholizm.

Ostatnia, czwarta faza to faza akceptacji. Prędzej czy później ona przychodzi. To czas, by pogodzić się z losem i przyjąć odpowiedzialność za rozstanie. Często dopiero na tym etapie uświadamiamy sobie, że małżonek miał trochę racji mówiąc, że „mamy charakter po matce”… (śmiech). Wewnętrzny krytyk zaczyna dochodzić do głosu sprawiając, że zauważamy iż wina leży też (choć trochę) w nas.

Opisane fazy są powtarzalne, charakterystyczne dla większości rozpadających się związków. Nie wszyscy przechodzą przez wszystkie fazy sprawnie. Są tacy, którzy zatrzymują się na lata na trzeciej i ani rusz (śmiech). Osobiście, zwykle najwcześniej w trzeciej fazie polecam składać pozew do sądu.

Warto przypomnieć, że nikt z nas w takich sytuacjach nie jest wyjątkowy. Przejście przez etapy rozwodu jest nieuchronne. Możemy jedynie – stosując mechanizmy obronne – nie być świadomi, że jesteśmy w danej fazie. Dopiero czas i wiedza zdobyta poprzez to smutne doświadczenie, pozwala nam uświadomić sobie co się zadziało i dlaczego. Moim zdaniem ważne jest, by przejść przez te wszystkie fazy od początku do końca samemu. W sensie takim, że dobrze jest nie wchodzić w tym czasie w nowe związki, choć to kusi, bo daje poczucie stabilizacji. Jeśli nie zakończyliśmy małżeństwa w naszej głowie to sądowy rozwód zbytnio nam nie pomoże. Nasz nowy partner może cierpieć przez nasze egoistyczne zachowania. Ranimy go skupiając się na zakończeniu małżeństwa – czyli na tym czego już nie chcemy, zamiast skupić się na tym czego chcemy – czyli na budowaniu nowego. Ważne jest, by naszym zachowaniem nie krzywdzić innych a na pewno, by tak się nie stało trzeba najpierw uporządkować własne emocje. Budowanie nowego związku na starym często wprowadza – w sensie psychicznym – do tego nowego związku osobę trzecią – byłą małżonkę czy byłego małżonka, i to często na stałe. W konsekwencji nowym związkom towarzyszy ciągła zazdrość o byłego partnera czy udawanie, że dzieci byłej żony nie istnieją.

Co ważne, opisane etapy dotyczą każdego długotrwałego związku opartego na prawdziwej miłości a nie tylko tego sformalizowanego czyli małżeństwa. Nie zrozumie tego ten, kto choć raz w życiu na poważnie się nie rozstał z osobą, którą szczerze kochał… Ostatnio mój klient po rozprawie rozwodowej dziękując mi za to, że udało się porozumieć z byłą współmałżonką powiedział, że gdyby w szkołach obowiązkowo uczyli podstaw psychologii, ludzie rzadziej by się rozwodzili. Całkowicie się z tym zgadzam.

Pani Mecenas, psychologiczne etapy już znamy. Ale co na to prawo? W jaki sposób możemy się rozwieść?

Mamy trzy możliwości:  bądź . Jeśli chodzi o dalsze konsekwencje każdej z możliwości to – krótko mówiąc – pierwsza oznacza możliwie pokojowe zakończenie związku, a dwie następne to najczęściej walka. Małżonkowie często nawet i woleliby zakończyć związek w sposób pokojowy, nie wyciągając na rozprawie tzw. „brudów”, jednak konsekwencje pewnych przepisów prawa często ich od tego odsuwają. Z przepisów wynika bowiem, mówiąc w skrócie, że w zależności od rozkładu winy i pod pewnymi warunkami można żądać od byłego małżonka alimentów na swoją rzecz. Myślę, że to stanowi częstą przyczynę walki małżonków w sądach. Obok potrzeby zemsty, która pojawia się w drugiej, opisanej wyżej fazie rozpadu związku, a w której to niestety strony częstokroć składają pozwy rozwodowe oraz sytuacji podburzania do rozwodu z orzekaniem o winie ze strony bliskich lub – o zgrozo – pełnomocników, pieniądze zdają się być najczęstszą przyczyną sporów sądowych.

A jak wygląda rozwód w punktu widzenia prawa? Jak sędziowie podchodzą do rozwodzących się małżonków? Czy małżeństwo jest kontraktem? 

W przeciwieństwie do psychologii, z punktu widzenia prawa rozwód i małżeństwo to proste sprawy – zamykają się w kilku przepisach. Małżeństwo to kontrakt specjalny, mocą którego małżonkowie tworzą chronioną przez państwo jednostkę społeczną czyli rodzinę. Nie można go zerwać tylko poprzez podpisy złożone na umowie. Trzeba iść do sądu. Rozwód z kolei to zupełny i trwały rozkład pożycia. Sąd w trakcie rozprawy bada, czy doszło do rozkładu tego pożycia na gruncie trzech więzi – emocjonalnej, fizycznej i gospodarczej, czy rozkład jest nieodwracalny i ewentualnie z czyjej winy. Jeśli ze związku są małoletnie dzieci, sąd dodatkowo bada, czy rozwód nie zagraża ich dobru, a jeśli nie to w wyroku orzeka o władzy rodzicielskiej, kontaktach i alimentach. Ewentualnie również o sposobie korzystania ze wspólnie zajmowanego mieszkania. To co do zasady wszystko. A na pytanie jak sędziowie podchodzą do rozwodzących się małżonków odpowiem, że różnie. Też zależy, czy małżonkowie chcą się rozwieść bez orzekania o winie czyli – z punktu widzenia sądu – bezproblemowo, czy też chcą walczyć. Zawsze lepiej dla sądu jest, gdy sprawa zostanie zakończona na jednej rozprawie czyli na zgodny wniosek stron bez orzekania o winie. W takich wypadkach jedni sędziowie, ci bardziej tradycyjni, są bardziej restrykcyjni i mimo porozumienia małżonków dociekają dlaczego doszło do rozkładu pożycia. Inni – a tych z mojego doświadczenia wynika, że jest więcej – szanują wolę stron nieopowiadania w szczegółach o przyczynach rozpadu i wystarczy im zwykła „niezgodność charakterów”, którą wpisuje się w pozwach. Poza tym sędziowie są niezawiśli, a sądy niezależne. Choć – moim zdaniem – „zimne” spojrzenie sędziów na rozwodzących się małżonków też nie jest dobre. Zdarza się bowiem, że przez rutynę sędziowie zapominają jak bardzo rozprawa rozwodowa jest stresująca dla stron.

Chcę dodać jeszcze, że moi klienci często myślą, że poprzez rozwód zakończą związek raz na zawsze a później będą mieli „święty spokój”. Rzeczywistość porozwodowa jest jednak inna. Trauma wynikająca z uświadomienia sobie tego, co się naprawdę wydarzyło, może trwać latami. Z badań wynika, że ponowne związki udają się lepiej. W tych pierwszych teoretycznie wiemy czego – a raczej kogo konkretnie z imienia i nazwiska – chcemy. A z kolei w drugich wiemy, czego nie chcemy – narzekania, czepialstwa, wypominania, kłótliwości, wywyższania się, kompleksów i wszystkich innych „emocjonalnych trucizn” z tym związanych. I nie chodzi o to, że konkretny „ktoś” z imienia i nazwiska, nasz były małżonek, jest i będzie zawsze narzekał, zawsze wypominał czy zawsze się czepiał. Proszę uwierzyć, że ten były małżonek też jest w stanie uczyć się na błędach. A w nowym związku, dla nowego partnera – dzięki tym nauczkom – wcale taki zły nie będzie. Pamiętajmy, że związek to w końcu świadoma praca. Jeżeli wiemy jaki nasz ma być to musimy nad nim pracować, by był właśnie taki jaki chcemy.

A co z dziećmi?

Właśnie. Jeśli są dzieci to one dość często najbardziej na tym wszystkim cierpią. Bywa, że rodzice przez swoje zaślepienie i chęć walki lub zemsty nieświadomie wikłają dzieci w swój konflikt. Proszę spróbować wejść w rolę dziecka. Mama mówi złe rzeczy na tatę, tata mówi złe rzeczy na mamę, a dziecko kocha przecież ich oboje… Jak ma się czuć? Jest wewnętrznie rozerwane, co powoduje szereg negatywnych konsekwencji dla jego rozwoju psychicznego. Pojawia się tzw. . Dziecko nie wie, po której stronie ma się opowiedzieć, kogo bardziej kochać, kogo wspierać. Oczywiście reakcja dziecka zależy od jego wieku, jednak zawsze jest to mniejsza lub większa trauma. Rodzice muszą być bardzo świadomi, muszą kontrolować to co robią i to, co mówią przy dziecku o drugim rodzicu, by nie wciągnąć go czasem w swoje manipulacyjne gry. Najgorzej jest, gdy rodzice chcą powoływać na świadków własne dzieci. Z doświadczenia zawodowego wiem, że takie pomysły się pojawiają, ale na szczęście – przynajmniej moi klienci – na ten krok się nie decydują. Co ważne, nawet sam ustawodawca zezwala na to tylko w ograniczonym stopniu, bowiem z przepisów wynika, że dzieci rozwodzących się małżonków, które nie ukończyły lat siedemnastu, nie mogą być w ogóle przesłuchiwani w charakterze świadków. Poza tym niezwykle ważne jest być świadomym swoich emocji podczas rozstania i nie zabraniać sobie przeżywania ich. Te negatywne emocje rozlewają się na wszelkie dziedziny życia. O ile pracę możemy zmienić to mając dziecko, roli rodzica nie zmienimy nawet przez ucieczkę. Rodzicem stajemy się na zawsze. Należy więc uważać, gdy w czasie rozstania pod opieką ma się dziecko, które chcąc nie chcąc jest permanentnym życiowym świadkiem rozwodu. Dla zdrowia psychicznego dzieci absolutnie odradzam, by stawały się one również świadkami w sądzie.

Pani Mecenas, ostatnie pytanie: dlaczego Pani zdaniem tak się dzieje, że ludzie się rozwodzą i jakie są tego konsekwencje?

Najnowsze statystyki mówią, że w Polsce 35% małżeństw się rozwodzi. Oczywiście znacznie wyższy odsetek rozwodzących się jest wśród małżeństw z bardzo krótkim stażem, do trzech lat. Starsze pokolenia, z dłuższym stażem rozwodzą się znacznie rzadziej. To są statystyki mówiące o faktach. Za to kwestii przyczyn rozwodów nie da się zamknąć w liczbach. Przyczyny są bowiem nierzadko bardzo skomplikowane i zależne od czynników sytuacyjnych. Według psychologów można oczywiście wyróżnić pewne prawidłowości. I tak, przykładowo: proszę zauważyć, że w przypadku młodych małżonków, z krótkim stażem, którzy wcześniej długo mieszkali razem, małżeństwo praktycznie niczego nie zmienia prócz – moim zdaniem najważniejszego – psychiki. Często wprowadza swoiste „więzienie psychiczne” bowiem ogranicza wybór. Gdy ludzie żyją ze sobą w nieformalnym związku, czują się wolni, wiedzą że są razem, bo chcą. Małżeństwo, często będące wynikiem nacisków kulturowych i rodzinnych, ogranicza tę wolność i sprawia, że ludzie chcą uciec od tej „więziennej klatki”. Dlatego szybko się rozwodzą.

Z kolei starsi małżonkowie, z dłuższym stażem, przez świat w którym żyjemy, a który na nas wpływa, pełen nowych bodźców, możliwości i różnorodności, czują podświadomie potrzebę zmian. Zauważają, że od dawna wcale nie kochają człowieka, z którym spędzili ponad trzydzieści lat i z którym są tylko z obowiązku, a chcą teraz spełnić samemu własne marzenia czy zrealizować wyparte w związku potrzeby. Można to oceniać jako brak dojrzałości, egoizm, albo zwykłe wariactwo bo niby jak już się powie „tak” przed ołtarzem w wieku dwudziestu lat to ma to być na zawsze… Może na zawsze, może nie na zawsze. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. Ważna jest dobra wola, szacunek dla drugiej strony, dojrzałość i staranie się o utrzymanie związku, bo związek to odpowiedzialność za drugą osobę. Jednak, gdy nie ma miłości to związek jest pusty. Pamiętajmy, że wszyscy rozwodzący się ludzie mają swoje racje i – o ile zbyt nie krzywdzą innych i siebie wzajemnie – dajmy im prawo robić co chcą i ponosić tego konsekwencje. Nie oceniajmy ich wyborów. Żyjmy i dajmy żyć innym.

Myślę również, że przejście przez proces jakim jest rozwód uwrażliwia nas. Z czasem stajemy się bardziej empatyczni, wyrozumiali i odpowiedzialni za siebie i za drugiego człowieka. To zdecydowanie plus. Zresztą, jak na wszystko, i na rozwód można spojrzeć przez pryzmat dobrych stron. Proszę spojrzeć ile nowych możliwości paradoksalnie daje taka sytuacja. Miałam kiedyś klientkę, która dzięki rozwodowi, zmieniła się o 180 stopni. Zaczęła spełniać swoje marzenia – w końcu skończyła wymarzone studia, rozpoczęła pracę zawodową, zaczęła dbać o siebie, malować, biegać i wspierać inne kobiety w trudnych sytuacjach. Krótko mówiąc z uwięzionej „Matki Polki” czy – jak o sobie mówiła – „kury domowej” (choć ja bym ją bardziej nazwała „menadżerką ogniska domowego”), stała się wolną, świadomą kobietą. Wszystko to oczywiście nie było łatwe i nie udało się z dnia na dzień. Były trudności wynikające m.in. z jej wieku, ale dopięła swego. Jest szczęśliwa. Na jej przykładzie widać, że rozstanie – jak wszystko w świecie – może mieć swoje plusy. Kwestia czasu i spojrzenia z odpowiedniej perspektywy. Rozwód to przecież nie koniec świata… (śmiech).

Dziękuję serdecznie za przystępne wyjaśnienie psychologicznych i prawnych mechanizmów związanych z rozwodem. Tym razem było więcej psychologii niż prawa, ale – tak jak Pani mówi – dla nieempatycznych prawników rozwód powinien być prosty. To tylko kilka przepisów na krzyż.

Właśnie… Przyjemność po mojej stronie. Służę swoją skromną wiedzą i równie skromnym doświadczeniem. Na koniec, a propos rozstań od siebie chcę dodać jeszcze jedno: pamiętajmy, że ludzie – partnerzy czy przyjaciele, którzy mają z nami zostać na zawsze, zostaną. Cała reszta to nasi najlepsi życiowi nauczyciele.
rozwód z Włochem rozwód z Włoszką

Rozwód z Włochem lub z Włoszką

Zasadą wynikającą z przepisu art. 1103 § 1 polskiego kodeksu postępowania cywilnego jest, że jeżeli oboje małżonkowie są obywatelami polskimi oraz oboje mają miejsce zamieszkania i miejsce zwykłego pobytu w Polsce, to muszą się rozwieść przed sądem w Polsce. Sąd ten będzie też orzekał o władzy rodzicielskiej nad wspólnymi małoletnimi dziećmi małżonków.

Zgodnie natomiast z artykułem 1103 z indeksem 1 § 1 tego kodeksu, sprawy małżeńskie oraz sprawy dotyczące małżeńskich stosunków majątkowych (np. o podział majątku byłych małżonków) będą rozstrzygane przez polskie sądy także wtedy, gdy:

1) oboje małżonkowie mieli ostatnie miejsce zamieszkania lub ostatnie miejsce zwykłego pobytu w Polsce, jeżeli jedno z nich nadal ma miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

2) małżonek będący powodem ma co najmniej od roku bezpośrednio przed wszczęciem postępowania miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

3) małżonek będący powodem jest obywatelem polskim i ma co najmniej od sześciu miesięcy bezpośrednio przed wszczęciem postępowania miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu w Polsce, lub

4) oboje małżonkowie są obywatelami polskimi.

Małżonek, który mieszka za granicą nie musi przyjeżdżać do Polski na sprawę rozwodową. Rozprawa jednak i tak się odbędzie, bez względu na jego/jej niestawiennictwo. Trzeba jednak wysłać do sądu usprawiedliwienie swojej nieobecności.

Mieszkając za granicą warto ustanowić w Polsce radcę prawnego lub adwokata, który będzie dbał o nasze interesy i możliwie najdelikatniej zakończy sprawę, nie krzywdząc przy tym ani dzieci ani małżonków.

Opracowała:

Radca prawny Małgorzata Ciuksza

Polacy we Włoszech: Separacja między małżonkami obcokrajowcami.

Na portalu Polacy we Włoszech ukazał się nasz tekst autorstwa Avv. Emilii Kruk i r.pr. Marcina Kwapińskiego, na temat tego czy sprawa o separację między małżonkami obcokrajowcami z winą męża i żądaniem powierzenia wykonywania władzy rodzicielskiej nad dzieckiem może być rozstrzygana przez sąd we Włoszech.

Poniżej fragment oraz link do całości artykułu.

W jednym z ostatnich orzeczeń włoski Sąd w Parmie w zakresie jurysdykcji i prawa właściwego w przypadku obcego obywatelstwa obu stron ustalił, że należy przyjąć jurysdykcję sądów Republiki Włoskiej i rozstrzygnąć sprawę zgodnie z art. 3 a) rozporządzenia CE nr 2201/2003, albowiem żona również zamieszkiwała na stałe we Włoszech...

http://www.polacywewloszech.com/2017/04/26/separacja-miedzy-malzonkami-obcokrajowcami-a-sad-we-wloszech/

Polacy we Włoszech

Zapraszamy do naszego tekstu, który ukazał się na portalu Polacy we Włoszech.

Separacja i rozwód w prawie włoskim. Jak wygląda droga pozasądowa?

Zgodnie z nowym włoskim prawem z 2014 r., nie jest już konieczne składanie wniosku do sądu w celu uzyskania separacji lub rozwodu, w przypadku obopólnej zgody. Można skorzystać z drogi pozasądowej – tj. udać się do adwokata we Włoszech lub skorzystać z procedury uproszczonej przed włoskim urzędem. Obie przedstawiamy poniżej.

Cały tekst na portalu Polacy we Włoszech.

Autorami tekstu są Adw. Emilia Kruk i R.pr. Marcin Kwapiński.

http://www.polacywewloszech.com/2017/04/06/separacja-i-rozwod-w-prawie-wloskim/