O kobietach w podróży

Lilly pochodzi z Chicago. Od 10 miesięcy mieszka w afrykańskim Suazi. Nauczyła się lokalnego języka. Zostawiła na ten czas w USA swojego chłopaka po to by pomagać ciężarnym kobietom z Suazi zarażonym wirusem HIV. Praktycznie nie zarabia na tym co robi żadnych pieniędzy. W zamiast za pomoc potrzebującym rząd zapewnia jej wyżywienie oraz zamieszkanie. Przyjechała do Cape Town na wakacje. Jej rodzina ma korzenie żydowskie. Lilly uwielbia pomagać innym. Jej obecna praca to -jak sama mówi- jej życiowa misja.

Tana ma 37 lat. Wygląda na 17ście. Niejeden w jej życiu potrakował ją jak małą, niedoświadczoną dziewczynkę. Ale Tana wie swoje. Dużo w życiu przeżyła. Urodziła się w Szwajcarii. Jej mama była Japonką. Obecnie Tana mieszka od kilkunastu lat w Chile, gdzie uczy dzieci niemieckiego w szkole językowej. Wszystkie swoje pieniądze wydaje na podróże. Jeździ tak często jak tylko może. Jest ciekawa świata. Zna biegle język niemiecki, angielski, hiszpański i japoński. Często się uśmiecha. Jest szczęśliwa.

Lyke (bo chyba tak jej było na imię) pochodzi z Holandii. Ma 23 lata. Studiuje medycynę. Szuka odskoczni od książek tak często jak tylko może. Gdy czuje się przeuczona wyjeżdża w świat by -jak sama mówi- „przewietrzyć mózg”. Jest niesamowicie chuda. Uzależniła się od sportu. Mówi o sobie, że jest nieśmiała choć to nieprawda. Gdyby nie jej spontaniczna propozycja nie zdobyłabym szczytu Lion’s Head w Kapsztadzie.

Iryna pochodzi z Rumunii. Tam się urodziła. Ma 28 lat. Od pierwszych lat życia mieszka w RPA, dokąd wyemigrowała jej rodzina. Studiowała nauki polityczne w Cape Town. Obecnie pracuje w lokalnym radiu, gdzie zajmuje sie marketingiem. Jest ładna, zadbana, świadoma i uśmiechnięta. Uważa, że wszystko w życiu zdobywa sie ciężką pracą i że nasze życie zawsze jest w naszych własnych rękach. Uwielbia podróżować. Nigdy nie zamieniłaby Południowej Afryki na żaden inny kraj.

Eva i Medeline to dwie nastolatki. Tuż po ukończeniu szkoły średniej zrobiły to co większość niemieckich młodych ludzi – zdecydowały się na tzw. „gap year”. Czyli rok przerwy. Od wszystkiego. Od nauki, matury, dzieciństwa. Rok przerwy przed wszystkim. Przed studiami, odpowiedzialnością, pracą, dorosłym życiem. Eva pracowała w prywatnym ośrodku dla uzależnionych od alkoholu a Medeline w domu dziecka gdzieś w Afryce, bez wynagrodzenia, za wyżywienie, zamieszkanie i -przede wszystkim- bezcenne doświadczenie. Każda z nich przepracowała ponad pół roku. Teraz podróżują po Afryce. Nie mają absolutnie żadnego pojęcia jakie studia wybrać i w którym kierunku pójść w życiu. Starają się nie myśleć za dużo. Wierzą, że wszystko wydarzy się samo.

Ana z pochodzenia jest Francuską. Ma około 45-50 lat. Gdy miała lat 20 zakochała się w o kilkanaście lat starszym od niej mężczyźnie z RPA. To za nim tam pojechała. Jak sama mówi, nie była wówczas świadoma tego co robi, po prostu się zakochała i robiła to co czuje. Po kilku latach rozstała się z obiektem swojej miłości. Nie powiedziała dlaczego. Ana prowadzi hostel, w pięknym, wielkim domu tuż przy plaży, który kupiła na kredyt. Ma swoich pracowników, których zostawia dwa/trzy razy do roku po to by podróżować po świecie. Ma bardzo ładny uśmiech. Twierdzi, że niczego nie żałuje i że wszystko zawsze było, jest i będzie tak jak być powinno. Żyje w szczęśliwym związku.

Carolin (chyba tak należy pisać jej imię) jest Holenderką. Gra na wiolonczeli, z czego żyje na co dzień. Uczy dzieci grać na tym instrumencie. Często robi to przez skype’a. Do Cape Town przyjechała z wewnętrznej potrzeby „tułaczki”. Lubi pustelniczy tryb życia. Nie zna swojego celu ani życia ani podróży. Łapie stopa i tak zwiedza RPA. Czasem mieszka w hostelach, czasem u spontanicznie poznanych osób, które ją do siebie zaproszą. W jednej z lokalnych knajp spotkała przypadkiem znanego holenderskiego wiolonczelistę, z którym przez miesiąc grała po klubach Cape Town.

Wszystkie opisane przeze mnie w dużym skrócie historie ośmiu kobiet są prawdziwe. Spotkałam takich kobiet mnóstwo. Wszystkie podróżowały same. Łączył je jeden wspólny mianownik – żadna z nich nie wiedziała dokąd idzie. Każda była w drodze. Każda akceptowała tę drogę. Każda była tej drogi świadoma.
Kobiety opisane przeze mnie nie wiedziały czy to co robią w życiu, w krajach w których się urodziły, należy do nich. Wszystkie one miały swoje własne, niesamowite historie do opowiedzenia światu. Wszystkie one potrzebowały podróżować po to by sprawdzić jak jest gdzie indziej. Nie słuchały innych. Słuchały siebie. Były ciekawe świata, tego nowego. Starym światem w ich własnych krajach były zmęczone.
Nadal -mimo nie do końca przyjemnych doświadczeń z przeszłości- kierowały się głosem intuicji. Szły za emocjami.
Jednocześnie te same kobiety uważały, że świat „gdzie indziej” nie różni się zbytnio od tego ich, od którego uciekały w podróże. W końcu niebo podobno wszędzie jest takie same… Ale chciały to sprawdzić same. Sprawdzić czy czasem się nie myliły…

Mam nadzieję, że opisane przeze mnie historie zainspirują te Kobiety, którym nadal jeszcze brak odwagi do działania, do spełniania marzeń, do robienia tego co czują.
Moje Drogie! Jak nie dziś to kiedy?… To Wasz czas. Czas Kobiet!

Autorka: Małgorzata Ciuksza

Tekst pochodzi z bloga podróżniczo-psychologiczno-prawnego.

Poniżej link do tekstu:

http://malgorzataciuksza.com/o-osmiu-kobietach-dla-tysiaca-kobiet/